- Przestań wreszcie p o d r z u c a ć mi do zlewu tę brudną
łyżkę!
Zamykam książkę, biorę głęboki oddech, napominając się w
duchu, by nie podnieść głosu, bo mam do czynienia ze
wszechmistrzem manipulacji polegającej na uczynieniu z siebie,
agresora, niewiniątka i ofiary.
Najwyraźniej nie wolno mi wkładać do zlewu naczyń, których
używam, podobnie jak nie wolno mi siadać na jej łóżku (sama nie
jest szczuplejsza ode mnie) i setki innych rzeczy, na zabranianie
których Czytelnik, idę w zakład o słynny banknot 500zł, by nie
wpadł. Zwłaszcza, że mam 32 lata, a nie 8.
Podnoszę z trudem swe tłuste dupsko i kieruję się do kuchni,
gdzie wyjmuję rzeczoną łyżkę, mokrą, z kubka z płatkami
śniadaniowymi (sic!) i spokojnie zadaję pytanie retoryczne:
- Jak ty zostawiasz śmieci na całym blacie od zlewu po kuchenkę i
niszczysz każde opakowanie zapałek, które tam położę, to
przecież w porządku, nie?
- Ja te śmieci wyrzucam! I po tobie jeszcze gówna różne!
- Słucham?
- No, różne.
- Nie, moment, co konkretnie TY po MNIE wyrzucasz? - pytam,
przypominając sobie, że to ja w gumowych rękawicach przywracam w
miarę do stanu używalności przestrzeń, o której mowa.
- Ryż, makaron... -
odpowiada
wstrząśnięta, jak zawsze, faktem, że śmie się jej zwrócić
uwagę.
Wychodzi
z kuchni. Przelatuję wzrokiem po kupce odpadków, którą
tradycyjnie ulokowała w rogu zlewu, ale nie widzę w niej ani ziarna
ryżu, ani krztyny makaronu, widzę za to głównie resztki jabłek z
jej kompotu i inne nieciekawe rzeczy. Obok zostawiła skorupkę po
jajku i dwa zużyte inhalatory.
Tak,
Potwór jest astmatykiem. Takim astmatykiem z prawdziwego zdarzenia,
nie jak Marit Bjoergen. Nie leczonym przez pół życia dzięki
słusznie minionemu ustrojowi (który jednak wspomina z sentymentem,
bo dziadkowie biedni nie byli i jako jedynaczka miała wszystko); nie
może robić wielu rzeczy i nie oczekuję tego.
Jednak,
wedle mojego stanu wiedzy, astma nie upośledza mięśni rąk i nie
czyni człowieka niezdolnym do wrzucenia czegoś do kosza.
I
tak jest z tysiącem drobnych spraw. Jestem jej jedynym dzieckiem,
jedyną istotą odgradzającą ją od pełni samotności, z którą
nie umie sobie radzić do tego stopnia, że nigdy nie spędziłam
Sylwestra poza mieszkaniem (celowo używam tego słowa, domu
to ja nigdy nie miałam), chociaż wyobrażam sobie, że dobra matka
powiedziałaby z uśmiechem 'Idź
i baw się dobrze'.
Nie mam w M2 własnego pokoju, bo ów należy się tylko 'dzieciom,
by rodzice mogli spokojnie współżyć'.
Nie ma Potwór żadnej dalszej rodziny, wiem, że to dziwne w tym
kraju, ale prawdziwe. Kto mógł, to uciekł od niej, ale to nie
wywołuje w niej nawet najmniejszej refleksji nad samą sobą, a za
przyczynę tego stanu rzeczy uważa pieniądze, przed pożyczaniem
których rzekomo miałyby się wzdragać jej koleżaneczki, chociaż,
moim skromnym zdaniem bardziej chodzi o to, że nikt nie lubi być
ciągany po sądach przy okazji cudzego rozwodu, zwłaszcza, gdy nie
ma czym bronić osoby, przez którą w większej części do niego doszło.
Dopóki
nie usunął się jej finansowy grunt spod nóg, nie chodziła do
kościoła. Od tamtego momentu do dziś klepie różaniec 2x dziennie
+ Koronkę do Miłosierdzia, i nie widzi najmniejszego problemu w
łączeniu tego z traktowaniem mnie jak psa, bo wie, że nie mam
dokąd odejść, przynajmniej nie na stałe...
Uważa
się za szczodrą (jak łatwo szafować pieniędzmi, których się
nie zarobiło :D ) i faktycznie, póki się uczyłam nie brakowało
mi słodyczy, owoców i innych dobroci, ale potem zaczęło się
wymawianie z wyliczaniem...To pewnie dlatego, mój drogi D., tak
intensywnie myślę o hajsie, który wydałeś na wszystkie prezenty
dla mnie...Boli mnie, kiedy wracasz ustawicznie do kwestii
odwiedzenia mnie w mieszkaniu, zrozum wreszcie, że boję się
konsekwencji z jej strony, bo nie potrafię ich przewidzieć. Lista
rzeczy, których nie należy mówić i robić, by uniknąć awantury,
nigdy się nie zamknie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz