1. Olej przyjaciela. Po prostu połóż na nim laskę.
Nic nie jest łatwe, gdy masz 13 lat. Gdy jeszcze w dodatku
jesteś z rocznika, który jako pierwszy pada ofiarą chorej reformy
pt. 'gimnazjum', to już w ogóle.
A do tego W. doświadczył w podstawówce poważnej szkolnej
przemocy. To wszystko uczyniło go nastoletnim dziwakiem, nie
umiejącym nawet mówić normalnie, tylko zwracającym się do mnie
tak, jak gdyby był aktorem recytującym wyuczone kwestie.
Doprowadzał mnie do szewskiej pasji swoim uwielbieniem dla Realu
Madryt i ciężką niechęcią, na skraju nienawiści, dla Bayernu
Monachium, któremu wówczas gorąco kibicowałam. W końcu jednak
znaleźliśmy nić porozumienia; ja, tłusta kujonka i on, pryszczaty
okularnik. Nawet nie pamiętam kiedy wylądowaliśmy w jedej ławce,
ku uciesze klasowej gawiedzi, składającej się głównie z
puszczalskich panienek i kandydatów na przyszłych alkoholików.
Pomagałam mu nieco w nauce, on za moją sprawą chodził do
nauczycielki (moja dysfunkcja w obszarze fizyki ujawniła się od
pierwszego zetknięcia z przedmiotem :] ). Ile byśmy się nie
droczyli, było dziwnie, gdy chorował i nie pojawiał się w szkole.
Jak na kalekie, nastoletnie standarty, uważałam to za przyjaźń,
ale myliłam się. Olał mnie, gdy tylko poszliśmy do liceów.
Próbowałam jeszcze podtrzymywać kontakt, ale szybko zrozumiałam,
że się narzucam.
Widać nie byłam już potrzebna.
2. Obrażaj wartości drugiej strony
Do dziś nie rozumiem, co zbliżyło mnie i A., z którą
siedziałam w licealnej ławce, bo dzieliło nas niemal wszystko. Ja
- szara mysz, kwintesencja brzydoty, kujonka, najchętniej bym była
niewidzialna. Ona - ekstrawertyczka, świadoma swojej seksualności
samica alfa, może nie jakaś piękność, ale powodzenie miała, do
tego z bogatego domu, imprezowiczka. Obie byłyśmy co prawda bystre
i zabawne, ale to nadal trochę mało. Może to litość z jej
strony?
Dzieliły nas także poglądy i długo nie dopuszczałam do
siebie tej myśli, złakniona obecności kogoś, komu mogłabym się
wypłakać w rękaw (przypominam, mówimy o latach niedojrzałych).
Niby twierdziła, że szanuje moją wiarę, w końcu jednak miara się
przebrała. Pół biedy, gdy na cały głos w klubie studenckim
(nasza znajomość przetrwała ~ 10 lat) zapytała mnie, czy popieram
obecność Krzyża na Krakowskim Przedmieściu (a wcale nie
popierałam). Kiedy - mimo swojego antyklerykalizmu - zgodziła się
być chrzestną dla dzieciaka któregoś ze znajomych i stwierdziła,
że musi zrobić to 'pieprzone bierzmowanie', doszłam do
wniosku, że chyba jednak samotność stanowi dla mnie lepsze
towarzystwo.
3. Czepiaj się szczegółów i odpychaj od siebie ludzi
M. poznałam na III roku studiów. Był tzw. 'spadochroniarzem',
czyli osobą powtarzającą rok, co kompletnie nie stało w
sprzeczności z jego oczytaniem na inne, niż poruszane na zajęciach
tematy. Mimo dążenia do bycia pełnoprawnym intelektualistą nie
zrażał do siebie, bo można z nim było pogadać też i o sporcie,
i piwko wypić, pożartować, słowem - swój człowiek. Gdy jeszcze
do tego okazało się, że tak jak ja w tamtym czasie lubi sobie
wsiąść w wolnym czasie w autobus i pojechać na najodleglejsze
zadupie Warszawy to myślałam, że tą znajomością wygrywam życie
:').
Zaczęliśmy spotykać się poza uczelnią i opowiadać sobie o
swoich rodzinach. M. cierpiał na syndrom Dorosłego Dziecka
Alkoholika i zapewne to odegrało niebagatelną rolę w tym, że
równie szybko, jak się zbliżył, zaczął się ode mnie oddalać,
twierdząć m. in., że go osaczam (wtf) i nie jest pewien, czy
będzie umiał 'sprostać moim wymaganiom'.
Jakbym miała prawo czegokolwiek od niego wymagać.
Pierwszym drobiazgiem, jakiego się u mnie uczepił, była
punktualność. Stwierdził przy znajomych z roku, że 'należałoby
ją leczyć elektrowstrząsami' (mhm, jestem pamiętliwa). Po tym
przestaliśmy się ze sobą kontaktować na 3 miesiące, co było o
tyle prostsze, że były to wakacje. Ponieważ jednak czekał nas
jeszcze rok wspólnego studiowania, a znajomość była dla mnie na
tyle cenna, że chciałam dać szansę, wyciągnęłam rękę i
jeszcze ten rok jakoś to było.
Naszą 'przyjaźń' zakończył... Błąd
ortograficzny/stylistyczny. M. dobrze już wiedział, że jestem
grammar nazi i w pełni rozumiem, że to może irytować, ale
co innego, gdyby mi to powiedział jakoś kulturalnie, a nie pisał w
sms-ie, że ludzie gotowi mnie za to znienawidzić.
Wnioski:
1) Dziwak przyciąga innych dziwaków.
2) Moja fobia w pewnym małym procencie nie jest pozbawiona racjonalnych podstaw.
2) Moja fobia w pewnym małym procencie nie jest pozbawiona racjonalnych podstaw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz