Myślę sporo o śmierci. Teraz, miesiąc temu, dziesięć lat
temu...Stwierdzenie, że codziennie, byłoby przesadą i kłamstwem o
wielkości porównywalnej do długości kariery Noriaki Kasai, ale
chyba tygodnia bez myśli funeralnej nie miewam. W myśl zasady 'kto
o tym mówi nie robi tego' dodam, że silny lęk przed w/w jest
jedynym powodem mojego nieustającego istnienia od 6 kl. szkoły
podstawowej.
Mała dygresja, bo ktoś mi kiedyś imputował - mój nick nie ma z
tymi sprawami nic wspólnego :D. Pochodzi od skoczka, K.Funaki.
Wracając do meritum - ostatnio tego typu refleksje sprowadziły moją
pamięć do czasów, gdy jako szesnastolatka (to było DAWNO)
używałam z lubością gg pomimo, iż triumfy święciły wtedy
idiotyczne łańcuszki z gatunku 'przekaż 20 osobom, bo będziesz
miał pecha' itd. Jednak jeden łańcuszek był wcale nie taki
najgorszy, nie pamiętam już dokładnie szczegółów, ale w
ogólności opierał się o historię faceta robiącego porządki w
rzeczach jego zmarłej niedawno żony.
Patrząc na kolejne rzeczy, na perfumy, lepsze ubrania, myślał o
tym, że trzymała je na szczególne okazje.
Śmierć czycha za rogiem. Może przyjść do każdego z nas jeszcze
dziś, to nie musi być wypadek drogowy czy szaleniec z nożem
biegający po galerii handlowej. Pomyślcie o Skolimowskiej...
Dlatego, zachowując oczywiście margines rozsądku na wypadek, gdyby
jednak Kostucha miała mnie gdzieś dalej na liście, nie żałuję
sobie. Dobrej kawy, dobrej herbaty, jedzenia.
Szczególne okazje już raczej za mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz