piątek, 12 stycznia 2018

Szczególne okazje

      Myślę sporo o śmierci. Teraz, miesiąc temu, dziesięć lat temu...Stwierdzenie, że codziennie, byłoby przesadą i kłamstwem o wielkości porównywalnej do długości kariery Noriaki Kasai, ale chyba tygodnia bez myśli funeralnej nie miewam. W myśl zasady 'kto o tym mówi nie robi tego' dodam, że silny lęk przed w/w jest jedynym powodem mojego nieustającego istnienia od 6 kl. szkoły podstawowej.
     Mała dygresja, bo ktoś mi kiedyś imputował - mój nick nie ma z tymi sprawami nic wspólnego :D. Pochodzi od skoczka, K.Funaki.
     Wracając do meritum - ostatnio tego typu refleksje sprowadziły moją pamięć do czasów, gdy jako szesnastolatka (to było DAWNO) używałam z lubością gg pomimo, iż triumfy święciły wtedy idiotyczne łańcuszki z gatunku 'przekaż 20 osobom, bo będziesz miał pecha' itd. Jednak jeden łańcuszek był wcale nie taki najgorszy, nie pamiętam już dokładnie szczegółów, ale w ogólności opierał się o historię faceta robiącego porządki w rzeczach jego zmarłej niedawno żony.
     Patrząc na kolejne rzeczy, na perfumy, lepsze ubrania, myślał o tym, że trzymała je na szczególne okazje.
     Śmierć czycha za rogiem. Może przyjść do każdego z nas jeszcze dziś, to nie musi być wypadek drogowy czy szaleniec z nożem biegający po galerii handlowej. Pomyślcie o Skolimowskiej...
     Dlatego, zachowując oczywiście margines rozsądku na wypadek, gdyby jednak Kostucha miała mnie gdzieś dalej na liście, nie żałuję sobie. Dobrej kawy, dobrej herbaty, jedzenia.

Szczególne okazje już raczej za mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz