niedziela, 18 lutego 2018

Mózg se opal

      Nie lubię się opalać.
     W dzieciństwie uwielbiałam pływać i bawić się w wodzie i nie można mnie było wyciągnąć z jeziora, skutkiem czego któregoś razu solidnie poparzyłam plecy ostrym słońcem, co sobie aż za dobrze zapamiętałam, ale i bez tego opiekanie się na plaży niczym kiełbasa na patelni nigdy nie sprawiało mi przyjemności. Nie ogarniam ludzi, którzy narzekają na upały siedząc w klimatyzowanych pomieszczeniach, ale dobrowolne podnoszenie temperatury własnej skóry sprawia im radochę. Może nie jestem zbyt rzutka...
     Moja niechęć do wystawiania się na działanie najbliższej Ziemi gwiazdy doprowadziła do niedoborów witaminy D, którą teraz sobie suplementuję, zamiast przepić te pieniądze, co prowadzi do wniosku, że, jak to często bywa, żadna skrajność nie jest dobra.
     Najwyraźniej tej zasady nie wyznają rodzice dzieci, które - jak zasłyszałam w tv przy okazji wchodzącej właśnie w życie ustawy zabraniającej korzystania z solarium nieletnim - są przed I Komunią Św. przyprowadzane do przybytków oferujących sztuczne opalanie. To mnie poraziło. To są jeszcze małe dzieci! Pal sześć, że przy tej okazji takie pustaki wyrabiają we własnych potomkach próżność i pomijają to, co najważniejsze w tej uroczystości, ale zdrowie! Nie żyjemy już w PRL-u, jeśli kogoś stać na solarkę to zakładam, że stać go również na dostęp do netu, więc jak można być tak nieświadomym?

     Czerniaki są najczęściej występującymi w Polsce nowotworami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz