Nie lubię się opalać.
W dzieciństwie uwielbiałam pływać i bawić się w wodzie i nie
można mnie było wyciągnąć z jeziora, skutkiem czego któregoś
razu solidnie poparzyłam plecy ostrym słońcem, co sobie aż za
dobrze zapamiętałam, ale i bez tego opiekanie się na plaży niczym
kiełbasa na patelni nigdy nie sprawiało mi przyjemności. Nie
ogarniam ludzi, którzy narzekają na upały siedząc w
klimatyzowanych pomieszczeniach, ale dobrowolne podnoszenie
temperatury własnej skóry sprawia im radochę. Może nie jestem
zbyt rzutka...
Moja niechęć do wystawiania się na działanie najbliższej Ziemi
gwiazdy doprowadziła do niedoborów witaminy D, którą teraz sobie
suplementuję, zamiast przepić te pieniądze, co prowadzi do
wniosku, że, jak to często bywa, żadna skrajność nie jest dobra.
Najwyraźniej tej zasady nie wyznają rodzice dzieci, które - jak
zasłyszałam w tv przy okazji wchodzącej właśnie w życie ustawy
zabraniającej korzystania z solarium nieletnim - są przed I Komunią
Św. przyprowadzane do przybytków oferujących sztuczne opalanie. To
mnie poraziło. To są jeszcze małe dzieci! Pal sześć, że przy
tej okazji takie pustaki wyrabiają we własnych potomkach próżność
i pomijają to, co najważniejsze w tej uroczystości, ale zdrowie!
Nie żyjemy już w PRL-u, jeśli kogoś stać na solarkę to
zakładam, że stać go również na dostęp do netu, więc jak można
być tak nieświadomym?
Czerniaki są najczęściej występującymi w Polsce nowotworami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz