niedziela, 11 lutego 2018

Marzenia ulotkarza i redukcja dysonansu poznawczego

      Młodzi nie mogą pamiętać (no tak, bo ja już nie jestem młoda ;D), a i wyobrazić sobie pewnie trudno by im było, że w Polsce - i nie mam na myśli komuny - mieliśmy czasy, gdy nie było osiedli zamkniętych i strzeżonych. Ba! Nie było nawet domofonów!
     Od czasu do czasu to wspomnienie wraca do mnie z tego to powodu, że moim głównym zajęciem zarobkowym po studiach, że nie nazwę tego pracą, było rozdawanie i roznoszenie ulotek. Wariant drugi, jeśli ze zleceniodawcą się umówiło, że robię na akord, a teren obfitował w wysokie bloki, był bardziej opłacalny i nie obwarowany ramami czasowymi, co pozwalało się i wyspać, i przeczekać gdzieś pod dachem ewentualne załamania pogody.
     Gdyby i dziś nie było domofonów, a każde osiedle stało przed ulotkarzem otworem, to z tego procederu możnaby spokojnie wyciągnąć minimalną krajową, jeśli nie więcej. Kwestia zaangażowania / pazerności, skreśl dowolne, oraz stawki od ulotki w skrzynce.
      Oczywiście, musiały istnieć jakieś powody, dla których urządzenia, zmuszające co wyższych mieszkańców, ich gości i różnej maści domokrążców do pokornego schylania się w prośbie o wpuszczenie do budynku zaistniały i rozpowszechniły się na masową skalę. Najpewniej pierwszym z nich była obawa przed złodziejami, ale nie tylko, bo ileż to się napatrzyłam na drzwiach klatek na ogłoszenia od administracji, by nie wpuszczać nieznajomych, bo bezdomni śpią na klatkach, czyniąc z nich wychodek, bo tzw. element itp. Taki np. element, jak opisany poniżej.
     Ktoś może powiedzieć, że redukuję tutaj dysonans poznawczy związany z moją fobią, a prościej pisząc, po prostu się pocieszam, że jednak mam jakiś pożytek z tego upośledzenia. Fakt jest jednak niepodważalny - fobia społeczna uchroniła mnie przed próbą wykorzystania seksualnego, jeśli nie wręcz przed gwałtem.
     Kto wie jak wyglądam, mógłby śmiało ocenić mój zarzut o w/w wobec kogolwiek za przejaw kompletnej utraty kontaktu z rzeczywistością, brak choćby najmniejszego lusterka w mieszkaniu i rozpasany narcyzm, jednak historia nie dotyczy czasów współczesnych, a właśnie tych odległych, 'bezdomofonowych', gdy miałam 5 - 6 lat i byłam wcale ładną dziewuszką o jasnych włosach i oczach.
     Czy z braku lepszego zajęcia bawiłam się jeżdżeniem windą tam i z powrotem, czy też wracałam od rówieśnika, mieszkającego piętro wyżej, nie pamiętam. Natomiast do dziś pamiętam nieznajomego faceta - a więc nikt z sąsiadów - z brodą, w białej koszulce i białych szortach, nęcącego mnie obietnicą 'pokazania czegoś ciekawego'. Wiele dzieciaków, z natury ufnych, pewnie by się skusiło. Ja bez zastanowienia uciekłam do mieszkania.

Teraz spece mówią, że FS ujawnia się w okresie dojrzewania. Cóż, albo szybciutko dojrzałam, albo jestem niezwykła ;/ ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz