niedziela, 29 kwietnia 2018

Upadek anime

     Od razu zaznaczam, że ów upadek jest absolutnie i totalnie moim prywatnym odczuciem, wynikającym ze światopoglądu i sentymentalizmu i nie uzurpuję sobie prawa do przekonywania kogokolwiek, że obiektywnie i jedynie prawdziwie japońska sztuka animacji upadła. Ba - jeśli ktoś znajduje dla siebie tytuły, które budzą w nim zachwyt czy choćby silne zainteresowanie i sprawiają, że na czas projekji zapomina o bożym świecie, to tylko zazdroszczę.
     Jestem z pokolenia, które anime poznawało na dawno nieistniejącym już kanale Polonia 1. Większość tych serii, takich jak Sally Czarownica czy Czarodziejskie Zwierciadełko mogło spokojnie uchodzić za skierowane do najmłodszych ale już opisywanie w programie tv Tygrysiej Maski jako 'bajki dla dzieci' to nawet nie błąd, a wielbłąd, jak powiedziałby Jan Tomaszewski. Najbardziej do gustu przypadł mi Generał Daimos, bo tam było wszystko - miłość (w którą jako dziecko święcie wierzyłam), walka, wojna, humor, dylematy moralne i przesłanie pokoju. Do dziś to jest jedno z moich ulubionych anime.

     Potem famę zyskały Pokemony, Dragon Ball i Sailor Moon, z których to tytułów tylko ten ostatni wzbudzał mój entuzjazm. Niemały. Dobra, wielki, wielgaśny ^^'. Potem zaś nastąpiła dla mnie wieloletnia przerwa w dostępie do dalekowschodnich animacji i dopiero po podłączeniu sobie netu wróciłam do oglądania, ale... Mimo, że kilka serii czy filmów spodobało mi się, to w morzu pozycji obejrzanych przez całe życie (ok. 170, przy czym każdy tytuł liczę jednorazowo, bez podziałów na OAV, kolejne sezony, kinówki itp.) dominantę stanowią te, do których mam liczne zastrzeżenia.

     Najważniejsze, czyli fabuła. Często gęsto istotne fakty, ich geneza, nie są wyjaśniane, cudowne przypadki występują w ilości ziarenek piasku na pustyni, a wątki homo i incestowe mają się lepiej, niż dobrze i dotyczy to nie tylko serii otagowanych jako yuri/yaoi, żeby wspomnieć tylko Vampire Knight. Od serii typu 'okruchy życia' wieje taką nudą, że Klan to przy tym serial sensacyjny. Dramaty nie mogą się obejść bez wplatania romansidła niczym Flip bez Flapa.
     Grafika... Wszyscy wiemy, że Japonia jest jednym ze światowych liderów w rozwoju nowych technologii, ale chodzi mi nie tyle o samą jakość obrazu, bo tła w takim 5 centimeters per seconds są fenomenalne, co o projekty, głównie postaci. Gdy byłam dzieckiem, ale już na tyle dużym, że nie satysfakcjonowali mnie bohaterowie o czterech palcach albo wyłącznie kciuku i z tułowiem na planie kuli lub owalu, to właśnie to mnie zachwyciło w anime, że ludzie wyglądali jak ludzie. Wzrost, kolor skóry - wszystko poza charakterystycznymi, pięknymi oczami się zgadzało. A teraz - licealiści wyglądają na uczniów podstawówki, w dodatku wypuszczonych prosto z obozu pracy...Oczy straciły na wielkości i tym czymś nieuchwytnym, pięknym, głębokim, co zachwycało w seriach z lat 90-tych.


     Czy coś się zmieni na lepsze? Wątpię, ale nie wykluczam. A co nie jest niemożliwe, jest możliwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz