Od razu zaznaczam, że ów upadek jest
absolutnie i totalnie moim prywatnym odczuciem, wynikającym ze
światopoglądu i sentymentalizmu i nie uzurpuję sobie prawa do
przekonywania kogokolwiek, że obiektywnie i jedynie prawdziwie
japońska sztuka animacji upadła. Ba - jeśli ktoś znajduje dla
siebie tytuły, które budzą w nim zachwyt czy choćby silne
zainteresowanie i sprawiają, że na czas projekji zapomina o bożym
świecie, to tylko zazdroszczę.
Jestem z pokolenia, które anime poznawało na
dawno nieistniejącym już kanale Polonia 1. Większość tych serii,
takich jak Sally Czarownica czy Czarodziejskie
Zwierciadełko mogło spokojnie uchodzić za skierowane do
najmłodszych ale już opisywanie w programie tv Tygrysiej Maski
jako 'bajki dla dzieci' to nawet nie błąd, a wielbłąd, jak
powiedziałby Jan Tomaszewski. Najbardziej do gustu przypadł mi
Generał Daimos, bo tam było wszystko - miłość (w którą
jako dziecko święcie wierzyłam), walka, wojna, humor, dylematy
moralne i przesłanie pokoju. Do dziś to jest jedno z moich
ulubionych anime.
Potem famę zyskały Pokemony, Dragon Ball i
Sailor Moon, z których to tytułów tylko ten ostatni wzbudzał mój
entuzjazm. Niemały. Dobra, wielki, wielgaśny ^^'. Potem zaś
nastąpiła dla mnie wieloletnia przerwa w dostępie do
dalekowschodnich animacji i dopiero po podłączeniu sobie netu
wróciłam do oglądania, ale... Mimo, że kilka serii czy filmów
spodobało mi się, to w morzu pozycji obejrzanych przez całe życie
(ok. 170, przy czym każdy tytuł liczę jednorazowo, bez podziałów
na OAV, kolejne sezony, kinówki itp.) dominantę stanowią te, do
których mam liczne zastrzeżenia.
Najważniejsze, czyli fabuła. Często gęsto
istotne fakty, ich geneza, nie są wyjaśniane, cudowne przypadki
występują w ilości ziarenek piasku na pustyni, a wątki homo i
incestowe mają się lepiej, niż dobrze i dotyczy to nie tylko serii
otagowanych jako yuri/yaoi, żeby wspomnieć tylko
Vampire Knight. Od serii typu 'okruchy życia' wieje taką
nudą, że Klan to przy tym serial sensacyjny. Dramaty nie
mogą się obejść bez wplatania romansidła niczym Flip bez Flapa.
Grafika... Wszyscy wiemy, że Japonia jest
jednym ze światowych liderów w rozwoju nowych technologii, ale
chodzi mi nie tyle o samą jakość obrazu, bo tła w takim 5
centimeters per seconds są fenomenalne, co o projekty, głównie
postaci. Gdy byłam dzieckiem, ale już na tyle dużym, że nie
satysfakcjonowali mnie bohaterowie o czterech palcach albo wyłącznie
kciuku i z tułowiem na planie kuli lub owalu, to właśnie to mnie
zachwyciło w anime, że ludzie wyglądali jak ludzie. Wzrost, kolor
skóry - wszystko poza charakterystycznymi, pięknymi oczami się
zgadzało. A teraz - licealiści wyglądają na uczniów podstawówki,
w dodatku wypuszczonych prosto z obozu pracy...Oczy straciły na
wielkości i tym czymś nieuchwytnym, pięknym, głębokim, co
zachwycało w seriach z lat 90-tych.
Czy coś się zmieni na lepsze? Wątpię, ale
nie wykluczam. A co nie jest niemożliwe, jest możliwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz