Dostałam się na staż.
Dla normalsa powód do radości, ale nie dla mnie. To znaczy, oczywiście, kocham pieniądze i cieszę się, że coś mi tam wpadnie, że będę mogła spokojnie, bez ekwilibrystyki rachunkowej pokupować prezenty komu trzeba i może nawet spełnić od sześciu lat snute marzenie o wakacyjnym wyjeździe do Wrocławia...
[dygresja] Ja pierdolę, ale żal. Ludzie jeżdżą na zagraniczne wakacje nawet poza Europę, mają samochody albo 'chociaż' prawo jazdy, mieszkania, życie kulturalne...A ja marzę o innym mieście w tym samym kraju. Żenada. [/dygresja]
..., ale mimo wszystko wolałabym spokój ducha. Proporcje radości do smutku, przerażenia, obaw i niepokojów oceniam na 30% do 70%.
Nowi ludzie, nowe obowiązki, fobia skutecznie odcinająca mnie od pełni możliwości intelektualnych, stres wstawanie przed 6 rano i jazda ponad godzinę na miejsce i z powrotem, opadnięcie z fizycznych sił... Stażowe nie daje mi możliwości samodzielnego życia, a potwór nie ma szacunku ani do mnie, ani do pracy jako takiej, więc standard mojego życia nie tylko się nie poprawi, ale wręcz pogorszy. Pracować i nie mieć nawet własnego pokoju...Czy można być tak upokorzonym mieszkając w stolicy cywilizowanego państwa?
Zmierzając do meritum - całe życie, mimo całego cierpienia i trudu, jakie to mi sprawiało, utrzymywałam się w szeroko pojętym systemie społecznym. Nie uciekałam z 'domu'. Nie ćpałam, nie zostałam alkoholiczką, moja przygoda z bukmacherką nie doprowadziła mnie do długów. Nie zgodziłam się na hospitalizację, gdy będąc pierwszy raz u psychiatry usłyszałam tę propozycję z powodu obaw lekarki, że targnę się na swoje życie, bo była to wiosna przed obroną magisterki i skończenie studiów i zaczęcie poszukiwania pracy uznałam za ważniejsze od mojego komfortu, jaki dałoby mi porzucenie choć na jakiś czas rzeczywistości...
Żałuję tego. Powinnam zrobić choć jedną z tych rzeczy.
Ostatnio wyobraziłam sobie, że wchodzę na poręcz jednego z warszawskich mostów. Oczywiście, nie skoczyłabym, jak wspominałam, nie mam na takie rzeczy odwagi, ale nie o to chodzi. Zrobiłby się rumor, wezwano by pogotowie. Trafiłabym do psychuszki i miałabym urlop od życia na 3 miesiące.
Ale nie. Nie pozwolę sobie na to. Przecież muszę trzymać się w ryzach...
Ostatnio wyobraziłam sobie, że wchodzę na poręcz jednego z warszawskich mostów. Oczywiście, nie skoczyłabym, jak wspominałam, nie mam na takie rzeczy odwagi, ale nie o to chodzi. Zrobiłby się rumor, wezwano by pogotowie. Trafiłabym do psychuszki i miałabym urlop od życia na 3 miesiące.
Ale nie. Nie pozwolę sobie na to. Przecież muszę trzymać się w ryzach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz