Chwilę mnie nie było, ale kogo to
obchodzi...Tak jak pisałam, tydzień w tydzień tracę godność raz
w UP, a drugi raz na rozmowie o staż, z której nic nie wynika...
Nie mam - i nic nie wskazuje póki co na to,
abym miała mieć - konta na Facebooku. Prawda o genezie tego niebytu
jest taka, że nie mam niczego, czym mogłabym obiektywnie lub
chociaż tylko w swoim subiektywnym mniemaniu się tam chwalić.
Pozytywny efekt uboczny tego stanu rzeczy jest taki, że moje dane
nie wpadają w łapy Zuckerberga, aczkolwiek uważam, że są one
warte tyle, co moje życie, czyli baaardzo mało. Jednak ktoś
postronny mógłby uznać, że dobrze dbam tym samym o swoją
prywatność.
Jest jednak ktoś, przed kim obronić jej nie
sposób, i nie jest to żadna żądna komercyjnego zysku korporacja,
ale Potwór.
Już dawno dawno temu oznajmiła mi, że matka
i córka nie powinny mieć przed sobą żadnych tajemnic. Takie
sformułowanie zagadnienia zakłada obustronność, więc, niewiele
myśląc poprosiłam, by ujawniła mi swoją wagę. Trafiłam w
punkt; momentalnie się okazało, że w tym tandemie tylko ja nie mam
prawa zachować nic dla siebie. Niech tylko usłyszy, że dostałam
SMS-a, a zaraz zaczynają się pytania kto i czego chce, na które
brak odpowiedzi skutkowałby fochem. Prywatność to dla niej
libertyńsko - komunistyczny wymysł, abstrakcja i nowomodna
aberracja. Oczywiście, tylko jeśli nie dotyczy jej.
Ostatnio wymieniłam nr telefonów ze
znajomkiem z Kurnika i nawet ucieczka do kuchni nie obroniła mnie
przed podsłuchiwaniem, co sprawiło, że jaśnie pani ciężko się
obraziła za kilka słów prawdy, których w szczerej rozmowie ani
myślałam zataić przed rzeczonym kolegą.
Fakt, że foch w oczywisty sposób odsłania
jej podsłuchiwanie, w niczym jej nie przeszkadza. Przecież jest
doskonała...I teraz weź i wytłumacz człowiekowi, że nie możecie
rozmawiać jak ludzie, bo jakaś spierdolina z tobą mieszka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz