sobota, 9 czerwca 2018

Starość nie radość, młodość nie wesele

     No dobra no, może ciutkę przesadzam z tą starością, nie na miejscu byłoby robienie z siebie jakiejś niedołęgi kompletnie będąc tuż po trzydziestce, ale jednak jest coś na rzeczy.
     Od tak dawna, że nie pamiętam nawet, od kiedy, szybko się męczę. Zrobiłam, co mi przyszło do głowy, wspomaganej usilnie niezastąpionym wujem Google, by zwiększyć swoją witalność - wzbogaciłam dietę w naturalne źródła żelaza, biorę magnez oparty na związkach lepiej niż gorzej przyswajalnych, nie zarywam nocy, nie piję już w tak szalony i nieokiełznany sposób, jak kiedyś. Coś tam, co prawda, internety mówiły o sportach, żeby uprawiać, ale, no... Eeeee co by tu napisać ;P. O, mam, wiem, szkoda stawów ;P.
     Nic dziwnego w sumie, gdy wstaje się o szóstej rano (a czasem i wcześniej, bo przecież nie ma sensu znowu zasypiać 10 czy 15 min przed budzikiem, ale żeby w weekend też? Dziś wróciłam z koncertu Kultu, jednego z trzech moich ulubionych polskich zespołów, już po kilku piosenkach, bo poczułam się zmęczona.        No kurde.
     Powinnam chyba zrobić badanie krwi...Albo i nie, jeszcze coś znajdą ;/ ...
   
   
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz