sobota, 30 czerwca 2018

Mundialejro na zimno

     Szalone są te Mistrzostwa Świata. Zaskakujące, komiczne, pionierskie (VAR), nieprzewidywalne, a za pieniądze, jakie strzaskają na nim buki ułożyłabym sobie życie dziesięć razy :D.
     Nie jestem szczególnie mocno za naszą reprezentacją, choć wyniki mnie interesują zawsze, a mecze na obecnym mundialu obejrzałam, zatem myślę, że stać mnie na w miarę chłodną ocenę ich występu, której to oceny nie zawaham się tutaj wyłuszczyć. W końcu mamy w kraju jakieś 30mln znawców futbolu (reszta to niezainteresowani dyscypliną), więc czemu by nie.
     Spodziewałam się już przed początkiem imprezy, że Polacy z grupy nie wyjdą (mam na to internetowych świadków) i lokowałam ich na trzecim miejscu na koniec fazy grupowej. Nie przyszło mi do głowy, że takie oczekiwania są zbyt wysokie.
     Oczywiście, hejt jest zły. Czepianie się udziału w reklamach to buractwo, bo ile czasu Grosicki, Błaszczykowski czy sam Nawałka na to poświęcili? To są kilkunastosekundowe spoty, a nie filmy pełnometrażowe i udział w nich nie odbiera w magiczny sposób zdolności i przygotowania do gry. Po za tym, każdy wie, że sportowe życie trwa krótko i chce zapewnić sobie godną starość, a dzieciom godne życie.
     Natomiast o co ja mam żal - to styl.
     Bo można odpaść, będąc po prostu technicznie słabszym, ale można to zrobić z klasą i wykazując się wielką walecznością nawet w starciu z największymi, jak zrobił to choćby Iran, a przecież oni mieli tym bardziej cieżko, że czas przygotowań do rozgrywek przypadł na Ramadan, a weź tu trenuj nie mogąć jeść od świtu do zmierzchu i jeszcze modląc się pięć razy dziennie...Zachodzę w głowę, jak to się stało, że na Islandii, gdzie populacja to 1/5 Warszawy (sic!), gdzie piłkarz musi brać urlop od swojej drugiej, regularnej pracy zawodowej, by grać dla reprezentacji, udało się udziergać drużynę, która postawiła się samej Argentynie, a my nie byliśmy w stanie wygrać z Afrykanami.
     Nie rozumiem też, dlaczego nie mając już nic do stracenia, nikt z Polaków nie wpadł na to, by dopuścić się lekkiego faulu na którymś z Japończyków pod koniec tego meczu, gdy duchy Allana Edgara Poe, Mrożka i Barei śmiały się w twarz idei nie odpuszczania i grania na poziomie, w końcu to mistrzostwa globu, by Błaszczykowski mógł wejść. To Kuby najbardziej mi żal, bo to chyba dobry facet, oddał serce tej reprezentacji i nie zasłużył na to, by w swoim pierwszym i ostatnim mundialu zagrać tylko 45 minut w przegranym spotkaniu. A że niespecjalnie zagrał? O Szczęsnym można to samo powiedzieć, a jednak zmieniono go dopieru w meczu o pietruszkę.

     Od 98r., gdy mała Chorwacja zajęła trzecie miejsce na świecie, spoglądam na nich życzliwym okiem i cieszę się, że na obecnym turnieju grają tak dobrze. Trzymam za nich kciuki mając nadzieję, że wynik, jaki ostatecznie wykręcą w Rosji, pozwoli temu 4-milionowemu narodowi zatonąć w radości podlewanej Rakiją.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz