Szalone są te Mistrzostwa Świata.
Zaskakujące, komiczne, pionierskie (VAR), nieprzewidywalne, a za
pieniądze, jakie strzaskają na nim buki ułożyłabym sobie życie
dziesięć razy :D.
Nie jestem szczególnie mocno za naszą
reprezentacją, choć wyniki mnie interesują zawsze, a mecze na
obecnym mundialu obejrzałam, zatem myślę, że stać mnie na w
miarę chłodną ocenę ich występu, której to oceny nie zawaham
się tutaj wyłuszczyć. W końcu mamy w kraju jakieś 30mln znawców
futbolu (reszta to niezainteresowani dyscypliną), więc czemu by
nie.
Spodziewałam się już przed początkiem
imprezy, że Polacy z grupy nie wyjdą (mam na to internetowych
świadków) i lokowałam ich na trzecim miejscu na koniec fazy
grupowej. Nie przyszło mi do głowy, że takie oczekiwania są zbyt
wysokie.
Oczywiście, hejt jest zły. Czepianie się
udziału w reklamach to buractwo, bo ile czasu Grosicki,
Błaszczykowski czy sam Nawałka na to poświęcili? To są
kilkunastosekundowe spoty, a nie filmy pełnometrażowe i udział w
nich nie odbiera w magiczny sposób zdolności i przygotowania do
gry. Po za tym, każdy wie, że sportowe życie trwa krótko i chce
zapewnić sobie godną starość, a dzieciom godne życie.
Natomiast o co ja mam żal - to styl.
Bo można odpaść, będąc po prostu
technicznie słabszym, ale można to zrobić z klasą i wykazując
się wielką walecznością nawet w starciu z największymi, jak
zrobił to choćby Iran, a przecież oni mieli tym bardziej cieżko,
że czas przygotowań do rozgrywek przypadł na Ramadan, a weź tu
trenuj nie mogąć jeść od świtu do zmierzchu i jeszcze modląc
się pięć razy dziennie...Zachodzę w głowę, jak to się stało,
że na Islandii, gdzie populacja to 1/5 Warszawy (sic!), gdzie
piłkarz musi brać urlop od swojej drugiej, regularnej pracy
zawodowej, by grać dla reprezentacji, udało się udziergać
drużynę, która postawiła się samej Argentynie, a my nie byliśmy
w stanie wygrać z Afrykanami.
Nie rozumiem też, dlaczego nie mając już nic
do stracenia, nikt z Polaków nie wpadł na to, by dopuścić się
lekkiego faulu na którymś z Japończyków pod koniec tego meczu,
gdy duchy Allana Edgara Poe, Mrożka i Barei śmiały się w twarz
idei nie odpuszczania i grania na poziomie, w końcu to mistrzostwa
globu, by Błaszczykowski mógł wejść. To Kuby najbardziej mi żal,
bo to chyba dobry facet, oddał serce tej reprezentacji i nie
zasłużył na to, by w swoim pierwszym i ostatnim mundialu zagrać
tylko 45 minut w przegranym spotkaniu. A że niespecjalnie zagrał? O
Szczęsnym można to samo powiedzieć, a jednak zmieniono go dopieru
w meczu o pietruszkę.
Od 98r., gdy mała Chorwacja zajęła trzecie
miejsce na świecie, spoglądam na nich życzliwym okiem i cieszę
się, że na obecnym turnieju grają tak dobrze. Trzymam za nich
kciuki mając nadzieję, że wynik, jaki ostatecznie wykręcą w
Rosji, pozwoli temu 4-milionowemu narodowi zatonąć w radości
podlewanej Rakiją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz