To już 15 lat. Chyba każdy Polak, który miał już jako taką świadomość, pamięta, co robił w chwili, kiedy się dowiedział.
Sobotni poranek. Krzątałam się po domu, planując po śniadaniu naukę do kolokwium czy pisanie kolejnego kawałka pracy magisterskiej. W tle nastawiona tv, kanał informacyjny. Pierwsze informacje i nagle ta świadomość - prezydent nie żyje. "Czego znowu ryczysz?" - zapytała mnie Potwór po powrocie ze sklepu...
Po południu postanowiłam odwiedzić w pracy koleżankę, która pracowała wówczas na recepcji firmy zajmującej się nieruchomościami, więc w soboty miała więcej luzu. W wagonie metra patrzyłam na twarze ludzi i zastanawiałam się, czy już wiedzą...
Reakcja koleżanki mną wstrząsnęła.
- Dobrze im tak, to powinno spotkać wszystkich polityków.
- Ale, wiesz... - próbowałam z trudem zebrać myśli, oszołomiona, że muszę tłumaczyć kwestie tak elementarne - to jednak byli czyiś rodzice, bracia, siostry, dzieci...
Wzruszyła ramionami. Od lat nie mamy ze sobą kontaktu i chyba dobrze. Zresztą, pozostając w temacie następstw tej katastrofy, to ta sama agentka, o której wspomniałam już we wpisie "Trzy przepisy na zniszczenie przyjaźni" w 2018r.
To, co się wtedy zdarzyło, zdemaskowało oblicze wielu, wielu ludzi, zarówno w życiu prywatnym każdego z nas, jak i w publicznym. Pozbawionych skrupułów, sumienia i przyzwoitości polityków, speców od reklamy czy celebrytów, gotowych dla rozmaitych korzyści uprawiać taniec na grobach, a także mnóstwa zacietrzewionych politycznie internautów, tak ochoczo dowcipkujących z ludzkiej śmierci i demonstrujących z ukrzyżowanym pluszakiem na Krakowskim przedmieściu. Nie chodzi o fałszywą rozpacz - dla przygniatającej większości z nas to jednak byli obcy ludzie, choć jakoś tam obecni w życiu przez media, przynajmniej u osób przynajmniej przeciętnie zainteresowanych tym, co dzieje się w kraju.
Chodzi o szacunek do drugiego człowieka jako istoty ludzkiej, szacunek dla majestatu śmierci. Wydaje się to oczywiste, ale dla wielu to coś nieosiągalnego.
Czy to był zamach? Wiedzieć nie mogę i jako zwykły robaczek zapewne nie dowiem się nigdy, natomiast domniemuję, że nie. Prezydencja śp. Lecha Kaczyńskiego miała się ku końcowi, a na pokładzie samolotu byli obecni przedstawiciele różnych środowisk politycznych; po co angażować siły w zabijanie swych popleczników? Zresztą, już incydent z wypadkiem helikoptera Leszka Millera w 2004 roku pokazał, że z bezpieczeństwem naszych VIP-ów coś jest nie tak.
Natomiast powiedzieć, że skandalem jest to, że dotąd nie odzyskaliśmy wraku, to jak nic nie powiedzieć. I ten właśnie element pozostawia w starającym się trzeźwo myśleć człowieku tę nutę niepewności.
Do końca życia kraty mojego balkonu będą mi się kojarzyć z tą tragedią, bo zebrało mi się na ich malowanie właśnie w czasie, gdy tv transmitowała przewożenie trumien z lotniska...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz