czwartek, 17 kwietnia 2025

Antynatalizm, feminizm i "antydzieciowa" propaganda

     To ma miejsce co kilka, czasem kilkanaście tygodni. Posiadacz jakiegoś dużego konta na X, czasem dziennikarz, czasem gwiazdeczka prawicowego środowiska wrzuca post z danymi o spadającej dzietności Polaków, wizji zapaści demograficznej i krachu systemu ubezpieczeń społecznych, ewentualnie o zdarzeniu z lokalu gastronomicznego czy innego miejsca, w którym dziecko zakłócało spokój. No i się zaczyna.

     W komentarzach wysyp znawców tematu, oczywiście głównie mężczyzn 😂. Bo te straszne feministki, bo kariera, egoizm, wygodnictwo, zagraniczne wyjazdy, jakże modny ostatnio temat "psiecka". Obowiązkowo przeruchane teksty o mitycznej "szklance wody" i "obudzeniu się w okolicach 40stki, gdy już będzie za późno". Lewicowa propaganda, "Wysokie Obcasy", rozumiecie, bo przecież nie ma kobiet, które mają własny rozum i powody, by się nie mnożyć, tylko jak ze trzy razy przeczytają artykuł o udręczonej wychowaniem matce (prawdziwy czy nie, nie wnikam w tę kwestię), to na pewno im się odechce bąbelka. Tak jakby z marszu można było rzucić palenie, bo ktoś przeczytał o raku płuc.

     Najczęściej gryzę się w palce, by nie wchodzić w te dyskusje. Za mało jest we wpisach na X miejsca, by dokładnie wyłożyć swoje racje, a zresztą, ludzie są tak ograniczeni i często tak sfrustrowani własnym rodzicielstwem, że nic do nich nie trafia; oni cierpią z rodziną, więc najlepiej, żebyś Ty też cierpiał. Raz się odpaliłam, w kwestii pomysłu na tzw. "bykowe", przez który to pomysł z najgłębszą pogardą i obrzydzeniem patrzę na M. Jakubiaka, który ten bandycki wymysł popiera.

Nigdy nie miałam psa ani kota. Nawet, gdybym miała, nigdy nie przyszłoby mi do łba wozić go w wózku i nazywać moim synkiem/córeczką.

Nie mam i nigdy nie miałam niczego, co można by nazwać karierą.

     Początków mojej niechęci do rodzicielstwa upatruję w postawie Potwora. Borze szumiący, ile ja się nasłuchałam, jak straszliwym brzemieniem dla bezrobotnej kobity było zajmowanie się mną jedną. Do tego stopnia, że nigdy do końca nie ogarnęła państw powstałych po rozpadzie ZSSR i byłej Jugosławii, bo świat dla niej się zatrzymał po moich narodzinach. A jak jej się nerki popsuły w ciąży, a jak straszliwy poród z cięciem krocza na żywca, a jak jej się zęby potem popsuły...Przy oglądaniu telewizji, kiedy tylko pojawiała się jakaś historia z udziałem krnąbrnego nieletniego, notorycznie padały teksty w rodzaju "kto ma ule, ten ma miód, kto ma dzieci, ten ma smród".

     Dziwne by było, gdyby dorastająca, inteligentna dziewczynka, bombardowana tymi ostrzeżeniami dziesiątki razy nie przyjęła ich do aprobującej wiadomości.

     Ale nawet, gdyby nie to, nawet, gdybym miała świetnie płatną pracę albo 800+ wynosiło 5000, gdybym miała najcudowniejszego kandydata na ojca tego dziecka - to i tak by go nie było. 

     Bo nie chciałabym, żeby cierpiało.

Nie chciałabym, żeby płakało z bólu przez wyrzynające się ząbki. Żeby płakało za każdym razem, kiedy wolałoby zostać w ciepłym łóżeczku, zamiast iść do przedszkola, w mrozie, ciemności, deszczu czy upale. Żeby cierpiało przez inne małe kurwy, które dokuczałyby mu w szkole i żeby umierało ze strachu, że zostanie wzięty do tablicy na matematyce czy innym przedmiocie, z którym mimo najlepszych chęci by sobie nie radziło. Żeby czuło to przerażenie towarzyszące wizycie u dentysty, nie wspominając o ewentualności, że urodziłoby się chore lub zachorowało w pierwszych latach. Żeby rozpaczało, kiedy jego uczucia zostaną odrzucone; może raz, a może wiele razy. Żeby oszalało ze smutku, kiedy ja, jego ojciec lub oboje zachorujemy ciężko albo umrzemy. Żeby było narażone na zostanie kaleką, bo akurat znajdzie się na trajektorii auta prowadzonego przez pijaka. Żeby było oceniane przez bezmyślnych, prostackich, pozbawionych empatii i ogłady ludzi. Żeby żyło w świecie oszalałym na punkcie politycznej poprawności, w którym człowiek jest sekowany za nazwanie wprost Żydów i śniadych przybyszów do Europy mordercami. Żeby żyło na świecie, w którym wydarzyło się Auschwitz, łagry, Kambodża, WTC i setki wojen, a to przecież nie koniec.

Życie jest cierpieniem, nie można go uniknąć, nieważne, jak dużo masz forsy i w jak dobrym towarzystwie się obracasz. Antynatalizm jest jedyną drogą uniknięcia tego cierpienia.

A kto mi poda szklankę wody? Nikt nie będzie musiał, ponieważ w stosownym momencie sama zadecyduję o zaprzestaniu mojej gehenny.

Możecie powiedzieć, że jeśli wszyscy by tak myśleli, to rodzaj ludzki by wymarł.

Moja odpowiedź na to brzmi: Gdzie wady?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz