sobota, 14 maja 2022

Muzyczne rozdroża

      Spotkałam się wczoraj ze z dawna niewidzianym znajomym ze studiów. Nie było to porywające spotkanie i z radością przyjęłam koncept rozejścia się po ukończeniu drugiego piwa. 

     Swoją drogą, pub, w którym byliśmy, a w którym spędziliśmy znakomitą większość swego studenckiego życia, zmienił się i - w moich oczach - podupadł okrutnie. Przyjemne drewniane ławy, przywodzące nieco na myśl wystrój góralskich knajpek, zastąpiły tanioplastikowe krzesła i małe stoliki, a ściany pokrywa jakaś płyta wyglądająca tak, jakby utworzono ją przejeżdżając walcem unurzanym w kleju po wiórach. Po bogatej karcie piw zostało jeno wspomnienie, podobnie, jak po serwowaniu ich w szkle; teraz za lany browar podawany w plastiku krzyczą sobie 12zł, koniec świata. Niech żyje picie w plenerze.

     Kompan ów zapytał mnie w pewnym momencie, czego obecnie słucham.

- Nazwy zespołów zapewne nic ci nie powiedzą... Three Days Grace...

- Nie znam.

- Evanescence...

- Nie znam. (!!!😱)

- Linkin Park znasz, prawda? - zapytałam nieśmiało, tracąc nadzieję.

- Tak.

 

     Potem jeszcze wskazałam na moją koszulkę Apocalyptici, ale dłużej tematu nie ciągnęłam...

     Zastanawiam się, czy wyłuskać 159zł na bilet na październikowy koncert 3DG. Niby mnie stać, ale... Jakieś mam opory przed wydawaniem hajsu na szeroko pojętą kulturę, bo przecież może wcale nie być fajnie, a z drugiej strony głupio wszystko przejadać i przepijać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz