niedziela, 20 lutego 2022

Szczyt wszystkiego

 Interesuję się suicydologią. 

Po pierwsze dlatego, że fascynuje mnie jako socjologa kwestia powszechnej zgody odnośnie konieczności ratowania człowieka, który targnął się na swoje życie. Brzmi niedorzecznie? Nie, jeśli odwołać się do dyskusji wokół aborcji i eutanazji, która mocno polaryzuje społeczeństwo, a zwolennicy mają usta pełne haseł w stylu: "moje ciało, moja sprawa", "prawo do godnej śmierci", itd.

Natomiast znaleźć kogoś, kto uszanowałby cudzą decyzję o powieszeniu się czy rzuceniu pod pociąg jest niesamowicie trudno. Inna sprawa, że nieudzielenie pomocy jest penalizowane, a niektóre metody obarczają traumą i nieuzasadnionym poczuciem winy świadków, jak choćby motorniczych. Nie chcę się w to zagłębiać, chodzi mi tylko o akt woli, o sferę deklaratywną.

Drugim powodem są moje własne myśli samobójcze, trwające z przerwami od +/- 12 r.ż do chwili, w której piszę te słowa. Niestety, wrodzone tchórzostwo nie pozwoliło i nie pozwala wcielić myśli w czyn, ale marzyć można.

Słuchałam sobie ostatnio na YT wywiadu z panią suicydolog (stanowcze NIE dla potworków typu "suicydolożka" 😓), która poza pracą naukową angażuje się w profilaktykę zjawiska. Pada adres strony, krótki jej opis. Po wysłuchaniu materiału wbijam tam ochoczo i ... Zostaję striggerowana.

Tak się niemiło składa, że akurat jestem nieszczęśliwie zadurzona, brakuje mi niesamowicie możliwości okazania i otrzymania czułości, a interfejs rzeczonego portalu wita gościa gifem z łapaniem się za ręce, głaskaniem po głowie i przytulaniem.

Striggerowała mnie strona poświęcona zapobieganiu samobójstwom. Przecież to jest, kurwa, szczyt wszystkiego. Jasny dowód, że nie można mi pomóc.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz