Święto Zmarłych dawno za nami, wobec nowych afer politycznych milkną echa marszów z okazji okrągłej jak moja facjata rocznicy odzyskania niepodległości, a zatem najwyższy czas na nacierającą chcącego tego czy nie konsumenta falę mikołajów, choinek i pierdyliona innych kiczowatych ozdóbek.
Nie znoszę tego okresu, do Świąt włącznie. Próba wymuszenia na kliencie bożonarodzeniowego nastroju, który ma skłonić go do kupowania więcej i więcej, u mnie budzi niechęć i wręcz smutek. Pewnie dlatego, że czas ten spędzam tylko li wyłącznie z potworem, fałszywie się uśmiechającym i udającym, że jest fajnie, mimo, że podpieram się nosem po całej tej robocie, bez najmniejszego sensu wykonywanej, bo 'tradycja rzecz święta'. Jak sobie to wyobraża w tym roku, gdy nawet w Wigilię idę normalnie do biura - nie mam pojęcia. Chyba po prostu sięgnę po kilka gotowców, mimo, że umiem i lubię gotować, ale nie mam na to siły. A potem nastąpi tradycyjne udawanie, że nie mam żalu o szantaż emocjonalny, zmuszający mnie do spędzenia sylwestra w mieszkaniu (nigdy w całym moim życiu nie spędziłam go gdzie indziej). Właściwie nawet do tego przywykłam, świadomi sytuacji znajomi dawno przestali zapraszać, ale w tym roku czeka nie konfrontacja z planami współpracowników, co z pewnością sprawi mi przykrość i wzbudzi spojrzenia pełne politowania.
Ludzie tacy jak ja, nie dość, że pokrzywdzeni niemożnością spędzenia Świąt szczęśliwie, są w ostatnich latach posądzani o chęć zaistnienia wygłaszaniem antymainstremowych opinii o pierniczkach i bałwankach. Tymczasem mnie kompletnie na tym nie zależy, by postrzegano mnie jako idącą pod prąd czy przeciwnie, podążającą za modą, toteż staram się nie epatować swoim 'grinczostwem'. Jednak niejakie zdziwienie potrafi budzić sam brak entuzjazmu. Jak można się nie cieszyć? Piękny, magiczny czas, prezenty, jedzonko!
Meh. Gdybym była słoikiem przyjeżdżającym na gotowe, najlepiej jedynym synkiem mamusi, może też bym tak to postrzegała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz