Czy sprawiła to litość mojej szefowej, bo
popełniłam kilka dających się zapamiętać błędów, czy to
jakaś moja przewaga nad drugim stażystą, ślamazarnym, mało
ogarniętym i też niechętnym do dzwonienia - zostaję w firmie na
umowie (jeszcze nie wiem jakiej, ale nawet na zleceniu będę mieć
urlop) w firmie na kolejne pół roku.
Dla normalnego człowieka to bardzo dobra
wiadomość i oczywiście reakcje znajomych, którym powiedziałam,
były bardzo pozytywne. W moim przypadku jednak nie jest to tak
proste.
Boję się. Nie powinnam już pytać o różne
rzeczy niczym uczniak, ale lęk przed popełnieniem kolejnych błędów
zmusi mnie do zawracania innym głowy. Boję się odpowiedzialności.
Boję się, że druga zmiana (raz w tygodniu od 10.00 do 18.00,
podczas gdy inni wyjdą o 15.30) zmusi mnie do fobicznej konfrontacji
z klientem, przychodzącym zostawić dokumenty, podpisać je, czy
dzwoniącym, by uzyskać jakieś informacje, a przecież co ja wiem,
ja tylko wypełniam formularze, piszę pisma, maile, zajmuję się
pocztą, czasem podleję kwiatki. Póki co, bo przełożona kazała
mi wymyślić coś, czym w biurze będę się zajmować tylko ja i co
pozwoli nam zarobić, bo nie omieszkała mi zwrócić uwagi (jakbym o
tym nie wiedziała), że ja na rękę dostaję minimalną pensję,
ale oni płacą więcej, bo składki, bo cośtam. Mam już co prawda
dwa pomysły, ale nie jestem przekonana, że to wypali.
No i jest jeszcze wymóg mojej szefowej, która,
reasumując nasze dwie ostatnie rozmowy, zabroniła mi... Być smutną :(. Nie, to nie żart. Mój smutek, wynikający z rozmaitych
okoliczności mojego parszywego żywota, który nie zawsze umiałam
ukryć, sprawił, że uznawała, że jest mi w firmie źle, że chcę
tylko staż odwalić, że jestem nieszczęśliwa z powodu pracy.
"Każdy ma jakieś problemy". Tak, ale nie każdy
takie. Gdyby znała potwora...Gdyby wiedziała, że nie mam na
kwadracie swojego kąta, że muszę ukrywać kontakty z własnym
ojcem, że żyję w klatce wielu ograniczeń...Nie chcę jednak się
żalić i opowiadać o tych sprawach, a ona ma jakieś prostackie
wyobrażenie o zintegrowanym personelu, czyli że powinniśmy się
dzielić swoimi prywatnymi kłopotami. Jakby gadanie mogło coś
zmienić. Mam przyjaciół, nie potrzebuję przymusowej fraternizacji
w miejscu pracy, tym bardziej, że to są jednak ludzie dość inni
ode mnie. Nie zawaham się tego powiedzieć - dość prości, inne
rzeczy ich śmieszą, inaczej żyją, mają inne priorytety. Moim
jest spokój. No cóż, najwyraźniej będę musiała przekraczając
tamte drzwi przywdziewać maskę sztucznego optymizmu.
Dla dobra atmosfery :/
Będę musiała utrzymać siebie i potwora, co
sprawi, że paradoksalnie zarabiając więcej niż na stażu, będę
miała mniej pieniędzy dla siebie. W jej postawie nic to nie zmieni.
Nie odda mi pokoju, nie przestanie mną pomiatać. Pewnie z czystej
ciekawości rozejrzę się za jakąś klitką do wynajęcia, ale
raczej nie będzie mnie stać na ten luksus, a zresztą i tak raczej
bym się na to nie odważyła. Niestety mam sumienie.
Nie chciałam wracać na bezrobocie, po bo
dwóch tygodniach radosnego wysypiania się nie wiedziałabym, co ze
sobą robić, no a przede wszystkim kwestia hajsu, ale i tak - w
mojej nowej rzeczywistości nadal jestem głęboko nieszczęśliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz