sobota, 27 października 2018

Nowa rzeczywistość

     Czy sprawiła to litość mojej szefowej, bo popełniłam kilka dających się zapamiętać błędów, czy to jakaś moja przewaga nad drugim stażystą, ślamazarnym, mało ogarniętym i też niechętnym do dzwonienia - zostaję w firmie na umowie (jeszcze nie wiem jakiej, ale nawet na zleceniu będę mieć urlop) w firmie na kolejne pół roku.
Dla normalnego człowieka to bardzo dobra wiadomość i oczywiście reakcje znajomych, którym powiedziałam, były bardzo pozytywne. W moim przypadku jednak nie jest to tak proste.
     Boję się. Nie powinnam już pytać o różne rzeczy niczym uczniak, ale lęk przed popełnieniem kolejnych błędów zmusi mnie do zawracania innym głowy. Boję się odpowiedzialności. Boję się, że druga zmiana (raz w tygodniu od 10.00 do 18.00, podczas gdy inni wyjdą o 15.30) zmusi mnie do fobicznej konfrontacji z klientem, przychodzącym zostawić dokumenty, podpisać je, czy dzwoniącym, by uzyskać jakieś informacje, a przecież co ja wiem, ja tylko wypełniam formularze, piszę pisma, maile, zajmuję się pocztą, czasem podleję kwiatki. Póki co, bo przełożona kazała mi wymyślić coś, czym w biurze będę się zajmować tylko ja i co pozwoli nam zarobić, bo nie omieszkała mi zwrócić uwagi (jakbym o tym nie wiedziała), że ja na rękę dostaję minimalną pensję, ale oni płacą więcej, bo składki, bo cośtam. Mam już co prawda dwa pomysły, ale nie jestem przekonana, że to wypali.
     No i jest jeszcze wymóg mojej szefowej, która, reasumując nasze dwie ostatnie rozmowy, zabroniła mi... Być smutną  :(. Nie, to nie żart. Mój smutek, wynikający z rozmaitych okoliczności mojego parszywego żywota, który nie zawsze umiałam ukryć, sprawił, że uznawała, że jest mi w firmie źle, że chcę tylko staż odwalić, że jestem nieszczęśliwa z powodu pracy. "Każdy ma jakieś problemy". Tak, ale nie każdy takie. Gdyby znała potwora...Gdyby wiedziała, że nie mam na kwadracie swojego kąta, że muszę ukrywać kontakty z własnym ojcem, że żyję w klatce wielu ograniczeń...Nie chcę jednak się żalić i opowiadać o tych sprawach, a ona ma jakieś prostackie wyobrażenie o zintegrowanym personelu, czyli że powinniśmy się dzielić swoimi prywatnymi kłopotami. Jakby gadanie mogło coś zmienić. Mam przyjaciół, nie potrzebuję przymusowej fraternizacji w miejscu pracy, tym bardziej, że to są jednak ludzie dość inni ode mnie. Nie zawaham się tego powiedzieć - dość prości, inne rzeczy ich śmieszą, inaczej żyją, mają inne priorytety. Moim jest spokój. No cóż, najwyraźniej będę musiała przekraczając tamte drzwi przywdziewać maskę sztucznego optymizmu.
     Dla dobra atmosfery :/
     Będę musiała utrzymać siebie i potwora, co sprawi, że paradoksalnie zarabiając więcej niż na stażu, będę miała mniej pieniędzy dla siebie. W jej postawie nic to nie zmieni. Nie odda mi pokoju, nie przestanie mną pomiatać. Pewnie z czystej ciekawości rozejrzę się za jakąś klitką do wynajęcia, ale raczej nie będzie mnie stać na ten luksus, a zresztą i tak raczej bym się na to nie odważyła. Niestety mam sumienie.

     Nie chciałam wracać na bezrobocie, po bo dwóch tygodniach radosnego wysypiania się nie wiedziałabym, co ze sobą robić, no a przede wszystkim kwestia hajsu, ale i tak - w mojej nowej rzeczywistości nadal jestem głęboko nieszczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz