Zaczynam właśnie trzeci tydzień mojego
stażu, więc to najwyższa pora, by opisać swoje wrażenia na temat
osób, które mnie tam otaczają. Wrócę sobie do tego za jakiś
czas i zobaczę, jak zmieniły się moje odczucia; oby nie na gorsze.
W Warszawie niejedno biuro rachunkowe, a poza
tym kompletnie nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek ze
współpracowników miał się zaplątać na ten blog, ale dla
bezpieczeństwa nie będę podawać wieku i pełnych imion.
No to do rzeczy.
Szefowa jest bardzo w porządku. Ma duży luz i
poczucie humoru. Sama pali, więc nie ma problemu z tym, by ktoś
wyszedł raz czy dwa w czasie pracy na fajeczkę, chociaż ja
korzystam z tego przywileju rzadziej niż częściej, bo zwykle palę
jednego w drodze do i drugiego w drodze z biura do mieszkania i to mi
zupełnie wystarcza. Elastyczna, gdy potrzebuję przyjść później,
bo muszę załatwić sprawę urzędową, też nie ma z tym kłopotu.
Nie jest służbistką. Gdy raz, popełniwszy głupi błąd, nazwałam
siebie debilem, zabroniła mi tego, więc przeszłam na nieogara :D.
S., jedyna osoba w tym oddziale firmy starsza
ode mnie, sic (wszyscy jesteśmy na 'ty'). Konkubent szefowej,
z czym się nie kryją. Jest mi obojętny. Ma skłonności do
nietypowego stylu wypowiedzi i komunikacji z ludżmi, żeby wspomnieć
tylko wypowiedziane przez niego w oficjalnej rozmowie telefonicznej,
że 'żona urwie mu cojones' :D.
D. jest najmłodsza i jeszcze trochę ta
młodzieńczość z niej wychodzi, czy to w samym brzmieniu głosu,
które uderzyło mnie już w momencie dzwonienia ws. rozmowy
kwalifikacyjnej, czy w wyborze muzyki, którą puszcza sobie
cichutko, gdy nikt wokół nie robi niczego wymagającego
szczególnego skupienia. Nie przestrzega dress codu, podobnie
jak wszyscy panowie, ale spodnie z dziurami to moim zdaniem
przesada...Cóż, córce koleżanki szefowej pewnie wolno więcej. To
ona na prośbę naszej przełożonej wszystkiego mnie uczy i jest
wdzięcznym, cierpliwym tłumaczem :).
M. jest naszym prawnikiem, wiekowo - w środku
stawki. Czasem pożartuje, ale momentami dość melancholijny i nie
tak głośny, jak reszta towarzystwa. Wysoki i przystojny ^^.
K. jest odrobinę starszy od D., typ
żartownisia i wesołka, lubię go. Często oddelegowują go na
pocztę czy załatwiać sprawy w innych filiach firmy, w tym poza
Warszawą, więc jeszcze nie tak wiele o nim wiem, ale już
zauważyłam, że ma szalenie bliski mojemu gust muzyczny ^__^.
Dalej, w dziale ubezpieczeń, siedzą R. i B.
R. nie ziębi ani nie grzeje, uprzejmy, pogodny, natomiast ona...
Jedyna osoba w biurze, która - mimo, że znam ją najkrócej, bo
podczas mojego pierwszego tygodnia jej nie było - już budzi moją
antypatię. Wyszczekana, typ 'hej, do przodu!' i lubiąca
robić uwagi - a to, że nie widzi, żebym jadła w pracy (a co ją
to, kurwa, obchodzi?), a to, że włosy mi wypadają...Zwolenniczka
poglądu, że kobieta ma być stale adorowana, partner ma organizować
romantyczne eventy i zabierać ją w różnie miejsca. Ja tak nie
uważam, więc nazwała mnie małpą :D. Samotna rozwódka, co mnie,
szczerze mówiąc, nie dziwi...
Towarzystwo najwyraźniej musi się lubić, bo
spotykają się także po pracy, i to nie na jakichś wymuszonych
przez 'górę' integracjach, ale na nieformalnych, przez nich samych
organizowanych spędach. Tylko w zeszłym tygodniu byli na
Juwenaliach i kajakach za miastem; na te drugie zresztą szefowa mnie
usilnie ciągnęła, ale wytłumaczyłam jej, że nie mam ani kasy,
ani chęci; że jestem typem odludka i to dla mnie za wcześnie na
takie wyjazdy...
Nikt nie bawi się w udawanie, że jesteśmy
nie wiadomo jak kulturalni; przekleństwa latają po całym lokalu,
jest swojsko i przyjaźnie, ale - czego chyba nie sposób uniknąć -
lubią plotkować, o czym się przekonałam, gdy przyjmowano, a po
trzech dniach wyrzucano, innego stażystę. Ciekawa jestem, co o mnie
mówią... Jeśli nie wydarzy się coś złego i nieoczekiwanego,
będę mogła za kilka tygodni powiedzieć, że dobrze trafiłam :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz