poniedziałek, 14 maja 2018

Wesołe biuro

     Zaczynam właśnie trzeci tydzień mojego stażu, więc to najwyższa pora, by opisać swoje wrażenia na temat osób, które mnie tam otaczają. Wrócę sobie do tego za jakiś czas i zobaczę, jak zmieniły się moje odczucia; oby nie na gorsze.
W Warszawie niejedno biuro rachunkowe, a poza tym kompletnie nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek ze współpracowników miał się zaplątać na ten blog, ale dla bezpieczeństwa nie będę podawać wieku i pełnych imion.

     No to do rzeczy.

     Szefowa jest bardzo w porządku. Ma duży luz i poczucie humoru. Sama pali, więc nie ma problemu z tym, by ktoś wyszedł raz czy dwa w czasie pracy na fajeczkę, chociaż ja korzystam z tego przywileju rzadziej niż częściej, bo zwykle palę jednego w drodze do i drugiego w drodze z biura do mieszkania i to mi zupełnie wystarcza. Elastyczna, gdy potrzebuję przyjść później, bo muszę załatwić sprawę urzędową, też nie ma z tym kłopotu. Nie jest służbistką. Gdy raz, popełniwszy głupi błąd, nazwałam siebie debilem, zabroniła mi tego, więc przeszłam na nieogara :D.
     S., jedyna osoba w tym oddziale firmy starsza ode mnie, sic (wszyscy jesteśmy na 'ty'). Konkubent szefowej, z czym się nie kryją. Jest mi obojętny. Ma skłonności do nietypowego stylu wypowiedzi i komunikacji z ludżmi, żeby wspomnieć tylko wypowiedziane przez niego w oficjalnej rozmowie telefonicznej, że 'żona urwie mu cojones' :D.
     D. jest najmłodsza i jeszcze trochę ta młodzieńczość z niej wychodzi, czy to w samym brzmieniu głosu, które uderzyło mnie już w momencie dzwonienia ws. rozmowy kwalifikacyjnej, czy w wyborze muzyki, którą puszcza sobie cichutko, gdy nikt wokół nie robi niczego wymagającego szczególnego skupienia. Nie przestrzega dress codu, podobnie jak wszyscy panowie, ale spodnie z dziurami to moim zdaniem przesada...Cóż, córce koleżanki szefowej pewnie wolno więcej. To ona na prośbę naszej przełożonej wszystkiego mnie uczy i jest wdzięcznym, cierpliwym tłumaczem :).
     M. jest naszym prawnikiem, wiekowo - w środku stawki. Czasem pożartuje, ale momentami dość melancholijny i nie tak głośny, jak reszta towarzystwa. Wysoki i przystojny ^^.
     K. jest odrobinę starszy od D., typ żartownisia i wesołka, lubię go. Często oddelegowują go na pocztę czy załatwiać sprawy w innych filiach firmy, w tym poza Warszawą, więc jeszcze nie tak wiele o nim wiem, ale już zauważyłam, że ma szalenie bliski mojemu gust muzyczny ^__^.
     Dalej, w dziale ubezpieczeń, siedzą R. i B. R. nie ziębi ani nie grzeje, uprzejmy, pogodny, natomiast ona... Jedyna osoba w biurze, która - mimo, że znam ją najkrócej, bo podczas mojego pierwszego tygodnia jej nie było - już budzi moją antypatię. Wyszczekana, typ 'hej, do przodu!' i lubiąca robić uwagi - a to, że nie widzi, żebym jadła w pracy (a co ją to, kurwa, obchodzi?), a to, że włosy mi wypadają...Zwolenniczka poglądu, że kobieta ma być stale adorowana, partner ma organizować romantyczne eventy i zabierać ją w różnie miejsca. Ja tak nie uważam, więc nazwała mnie małpą :D. Samotna rozwódka, co mnie, szczerze mówiąc, nie dziwi...

     Towarzystwo najwyraźniej musi się lubić, bo spotykają się także po pracy, i to nie na jakichś wymuszonych przez 'górę' integracjach, ale na nieformalnych, przez nich samych organizowanych spędach. Tylko w zeszłym tygodniu byli na Juwenaliach i kajakach za miastem; na te drugie zresztą szefowa mnie usilnie ciągnęła, ale wytłumaczyłam jej, że nie mam ani kasy, ani chęci; że jestem typem odludka i to dla mnie za wcześnie na takie wyjazdy...

     Nikt nie bawi się w udawanie, że jesteśmy nie wiadomo jak kulturalni; przekleństwa latają po całym lokalu, jest swojsko i przyjaźnie, ale - czego chyba nie sposób uniknąć - lubią plotkować, o czym się przekonałam, gdy przyjmowano, a po trzech dniach wyrzucano, innego stażystę. Ciekawa jestem, co o mnie mówią... Jeśli nie wydarzy się coś złego i nieoczekiwanego, będę mogła za kilka tygodni powiedzieć, że dobrze trafiłam :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz