sobota, 19 maja 2018

Proces gnicia

     Takowemu już w tym mijającym tygodniu zaczęła podlegać moja nadzieja, wyrażona w ostatnim akapicie poprzedniego wpisu. Tak, byłoby zbyt pięknie...

     W czwartek nawiedziła nas sama pani prezes.
Choć ostrzeżono mnie, że jest osobą nie pierdolącą się w tańcu, nadal jestem zdumiona, że można być tak wścibskim, w dodatku wobec nowo poznanej osoby. Wykorzystywanie swojej pozycji to chamstwo czystej wody. W ciągu 5 min wypytała mnie, czy jestem stanu wolnego (sic!), ile mam lat, ile rodzeństwa, czy rodzice żyją (sic!), czy nie pracowałam tak długo, bo mi się nie chciało (tak idiotko, na pewno odpowiem 'tak'), a gdy powiedziałam, że studia kończyłam na UKSW dopytała, czy jestem bradzo wierząca. Typowe prostackie myślenie, że jak kogoś uczyli księża, to musi być pobożny, jakby nie chodziło o to, że to poprostu słabsza uczelnia niż UW i łatwiej tam się dostać. Zresztą, wszyscy ojcowie socjologii byli z Kościołem na bakier, ale mniejsza o to... Na koniec stwierdziła, że się jej bardzo podobam, co niby jest dobre, pokrzepiające i wróży mojej przyszłości w firmie, tym bardziej, że moja szefowa wystawiła mi ładną laurkę w rozmowie z prezeską, ale z drugiej strony, jeśli przypadasz do gustu niewychowanemu dziwakowi, to o czym to świadczy? ^^

     Co do D., to takie myśli o niej pojawiły się u mnie już wcześniej, ale nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków. Dziewczyna jest głupiutka, w nieagresywny, nieszkodliwy sposób, ale jednak. Włożenia w dniu wizyty pani prezes obcisłej, ledwie zakrywającej pośladki mini nawet nie skomentuję.

     B. wkurwia mnie już do żywego. A to skomentuje moją beżową szminkę, mówiąc, że ona nie lubi takich kolorów, bo woli np. fioletowy (facepalm), a to rzuci tekstem, że 'nie można znaleźć na te staże nikogo normalnego', a wczoraj dała mi burę, bo ośmieliłam się pod nieobecność szefowej i nie mając żadnej bardzo pilnej pracy (sama ją poprosiłam o jakieś zadania, bo inaczej przebimbałabym cały dzień grzebiąc w sieci) wyjść do sklepu, ale dalszego, gdzie jest taniej, na 25 min, a nie do osiedlowego na 5 min i jej to niby nie przeszkadza, ale gdybym zrobiła coś takiego przy pani prezes albo wiceprezes... No, ma mnie za kretynkę.
     Którą sama jest.
Jak całe biuro 2h śmiga po stronach nt. turystyki planując wypad nad morze zamiast pracować, to to jest ok, tak?

     M. obraża moje uczucia religijne. Jeszcze na to za wcześnie, ale mam taką cichą nadzieję, że może kiedyś zbiorę się na odwagę, by zwrócić mu uwagę.


     Na szczęście K. nadal okazuje się być bardzo sympatycznym młodzieńcem. Rzucił pomysł, by któregoś weekendu wybrać się pograć w siatkówkę i to jest dla mnie strzał w dychę, bo uwielbiam grać, a nie robiłam tego od czasów studenckiego wf-u.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz