Mojemu dawnemu przyjacielowi tuż przed Świętami urodził się synek.
Czemu nazywam go per dawnym? Otóż uważam naszą przyjaźń za zakończoną, skoro doskonale wiedział, że Potwór umiera na raka, a o jej śmierci dowiedział się 1,5 miesiąca po fakcie, bo dopiero wtedy się mną na nowo zainteresował i to też tylko dlatego, że zapomniał o moich urodzinach.
W każdym razie - nigdy nie powiedziałam mu tego. Wiem, że by się tłumaczył, a ja nie chcę tłumaczeń. Skutek tego jest taki, że tuż po Nowym Roku dostałam zdjęcia małego Filipka (jakbym o nie prosiła, ja pierdolę) z komentarzem, że 'koniecznie musimy się spotkać'.
Otóż absolutnie nie odczuwam takiego przymusu. Ba, wywijam sobie mózg na lewą stronę w poszukiwaniu wymówek, choć konkretna data ewentualnego spotkania to jeszcze melodia przyszłości. Nie lubię dzieci, a obłudą i hipokryzją brzydzę się mocno i choć wyobraźnię mam dość bujną, nie mogę 'oczyma duszy mojej' zobaczyć siebie stojącej nad łóżeczkiem i ciumkającej fałszywe zachwyty nad stworzeniem, które tylko drze ryja, je i sra. I może jeszcze wymyślającej, że np. 'włoski to ma po mamie, a oczka po Tobie', czy czego tam społeczna konwencja ode mnie wymaga.
W końcu będę musiała napisać prawdę i zaproponować pozostanie przy kontakcie SMS-owym. Nie liczę na zrozumienie.
Dlaczego nie mogę być normalna? To znaczy, wiem, że jestem taka przez protoplastów, ale czemu to musiało mnie spotkać? Czemu nie mogłabym, niczym większość kobiet, lubić i chcieć dzieci? Stanąć na głowie, żeby wyglądać jak najatrakcyjniej i znaleźć sobie kogoś?
Czemu muszę żyć na świecie, na którym by być dla kogoś najważniejszym, trzeba się dać ruchać?
Miałam nadzieję, że moje życie zmieni pojawienie się współlokatora, przyjaciela z netu, z którym znam się kilka lat, a który w tym nowym roku ma zamieszkać ze mną (to był mój pomysł). Nawet żartobliwie opowiadałam o nim w pracy per mój przyszły chłopak. Pochlałam w Sylwestra i oczywiście wtenczas cała moja skrzętnie ukrywana 'ciepłokluchowość' wylała się (nomen omen 😅) na Tomka w postaci tekstów, że jestem szczęśliwa, że będziemy dzielić kwadrat, że mam nadzieję, że będziemy się wspierać, bla bla bla.
Na co odpisał, że nie podchodzi do naszego razem mieszkania emocjonalnie 😥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz