niedziela, 19 grudnia 2021

Mizantropia i utrudzenie

 Jestem wkurwiona.

Znajomy, który w przyszłym roku ma ze mną zamieszkać, zapowiedział się z wizytą przed Wigilią. Nie wziął niestety pod uwagę, że droga ode mnie do rodzinnego domu zajmie mu przeszło 2 razy więcej czasu, niż z miasta, w którym obecnie mieszka do mnie. Zwróciłam mu na to uwagę i skutkiem tego wizytę odwołał.

Do tego czasu zdążyłam odwołać złożoną wcześniej propozycję przyjechania dzień wcześniej do przybranej siostry, by pomóc jej w przygotowaniach przedświątecznych i kupić wspomnianemu delikwentowi prezent pod choinkę. Kurwa.😡

W ogóle jestem tak niesamowicie zmęczona pracą, że ostatnia rzecz, na którą mam ochotę, to ruszać się gdziekolwiek z mieszkania. Szczytem dostępnego dla mnie szczęścia byłoby pierdolnąć się przed laptopem zawinięta w kocyk z sernikiem i dobrym alkoholem. 

Sam zaś sernik, cud i najdoskonalszy owoc cukierniczej myśli, też stał się źródłem utrapienia. Przejrzawszy wiele przepisów, zdecydowałam pozwolić Magdzie rozstrzygnąć, czy przywiozę ze sobą własnej roboty serniczek z mango, czy pistacjowy. A ponieważ nie umiała zdecydować, muszę teraz pierdolić się z tym, jak to podzielić, żeby było pół na pół, bo na pewno nie zamierzam bawić się z pieczeniem na dwie blachy. Kurwa.😡

Z innej beczki - praca najczęściej w jeden dzień weekendu lub cały weekend uniemożliwiła mi regularny kontakt z bracią kibicowską regularnie udzielającą się na jednym z czatów skokowych, bracią, która nie zechciała poza owym miejscem mieć kontaktu poza sezonem. Żałowałam tego aż do dziś, kiedy zobaczyłam, ile jadu przy każdej możliwej okazji wylewa na jednego z polskich zawodników osoba, którą naprawdę lubiłam. Tutaj prawem serii powinno paść wiadome słowo, ale już sobie odpuszczę. 😡

A do tego jeszcze muszę w mój wolny dzień iść na Wigilię pracowniczą, co jest mi wybitnie nie po drodze, bo spodziewam się głupkowatych komentarzy nt. mojego wyglądu ze strony menedżera. Ten człowiek przekracza wszelkie moje wyobrażenia i doświadczenia dotyczące prostactwa i chamstwa, a przecież nie urodziłam się wczoraj. Dość powiedzieć, że lampił mi się w telefon i głośno skomentował kwotę, która pozostała mi na koncie, gdy sprawdzałam, czy dostałam już wypłatę. Pseudożarty fekalno-erotyczne nie nadają się nawet do cytowania przez osobę przeciętnie przyzwoitą, za jaką się uważam.

Dorobiłam się już czterech koszulek 'muzycznych', ale chyba najwyższa pora pomyśleć o czymś z grafiką wyrażającą moją pogłębiającą się z każdym rokiem mizantropię. A żeby nie było, że jestem z tych, co to mówią, że ich wszędzie debile otaczają - sama siebie też wkurwiam.

Bo dzień bez fuck up'u w pracy to dzień stracony.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz