Przeglądając
wczoraj YouTube wpadłam na nagranie z meczu przerwanego wieścią o
śmierci Jana Pawła II. W proponowanych już czekały filmiki poświęcone
katastrofie smoleńskiej. Doszłam do wniosku, że moje pokolenie jest
świadkiem ważnych, ale niestety, głównie złych wydarzeń w historii
Polski i świata.
Nie chcę oczywiście powiedzieć przez to, że pokolenie wcześniejsze żyło
w kokosowych czasach szczęścia, dobrobytu i triumfu myśli człowieczej
na wszystkich polach. Zwłaszcza u nas - nie trzeba być mocno oczytanym,
by wiedzieć, że rzeczywistość PRL-owska była szara i przaśna (chociaż
akurat mojemu Potworowi żyło się lepiej, niż w III RP, ale, jak
powiadają, wyjątek potwierdza regułę). Trudno mi jednak wyobrazić sobie w
obecnych czasach coś tak radosnego i tak jednoczącego, jak wybór Polaka
na papieża czy osiągnięcia Solidarności. Do tego dorzućmy pokojowego
Nobla - w tamtej rzeczywistości musiał on robić wielkie wrażenie, a
osoba jego zdobywcy nie wzbudzała wtenczas żadnych kontrowersji. Z
rzeczy mniej istotnych - generacja moich protoplastów miała okazję
podziwiać polską piłkę na poziomie, o jakim dziś trudno marzyć i nic nie
wskazuje, by najbliższe lata miały przynieść poprawę. Jasne, mamy
sukcesy w skokach czy lekkiej, ale nie ma się co oszukiwać - to kopanie
pęcherza spowitego w skórę spogląda z góry z nieusuwalnej pozycji na
resztę sportów pod względem popularności.
A ja i moi rówieśnicy? Byliśmy i jesteśmy widzami głównie nieszczęść,
począwszy od wielkiej powodzi z 1997r., ataku na World Trade Center,
przez wspomnianą śmierć 'naszego' papieża, który był nim dla nas 'od
zawsze' i katastrofę prezydenckiego samolotu, atak na szkołę w Biesłanie
i teatr na Dubrowce, wielkie tsunami z 2004 r., ataki na pociąg w
Madrycie, na metro w Londynie, Breivika i - ostatnio - australijskiego
szaleńca mordującego w meczetach w Nowej Zelandii. Z krajowego podwórka
dorzuciłabym jeszcze powtarzające się katastrofy górnicze i związaną z
nimi żałobę narodową czy zawalenie się dachu hali MTK.
Nie ma jednego zdarzenia jednoznacznie dobrego, które mogłoby stanowić
jakąkolwiek przeciwwagę dla powyższych tragedii. Wejście Polski do Unii
Europejskiej czy powołanie Tuska na 'prezydenta Europy' raczej dzieli,
niźli łączy, znajdując tyluż zwolenników, co przeciwników...
Najwyraźniej lepiej już było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz