poniedziałek, 18 marca 2019

Dobra i zła historia

   Przeglądając wczoraj YouTube wpadłam na nagranie z meczu przerwanego wieścią o śmierci Jana Pawła II. W proponowanych już czekały filmiki poświęcone katastrofie smoleńskiej. Doszłam do wniosku, że moje pokolenie jest świadkiem ważnych, ale niestety, głównie złych wydarzeń w historii Polski i świata.
     Nie chcę oczywiście powiedzieć przez to, że pokolenie wcześniejsze żyło w kokosowych czasach szczęścia, dobrobytu i triumfu myśli człowieczej na wszystkich polach. Zwłaszcza u nas - nie trzeba być mocno oczytanym, by wiedzieć, że rzeczywistość PRL-owska była szara i przaśna (chociaż akurat mojemu Potworowi żyło się lepiej, niż w III RP, ale, jak powiadają, wyjątek potwierdza regułę). Trudno mi jednak wyobrazić sobie w obecnych czasach coś tak radosnego i tak jednoczącego, jak wybór Polaka na papieża czy osiągnięcia Solidarności. Do tego dorzućmy pokojowego Nobla - w tamtej rzeczywistości musiał on robić wielkie wrażenie, a osoba jego zdobywcy nie wzbudzała wtenczas żadnych kontrowersji. Z rzeczy mniej istotnych - generacja moich protoplastów miała okazję podziwiać polską piłkę na poziomie, o jakim dziś trudno marzyć i nic nie wskazuje, by najbliższe lata miały przynieść poprawę. Jasne, mamy sukcesy w skokach czy lekkiej, ale nie ma się co oszukiwać - to kopanie pęcherza spowitego w skórę spogląda z góry z nieusuwalnej pozycji na resztę sportów pod względem popularności.
     A ja i moi rówieśnicy? Byliśmy i jesteśmy widzami głównie nieszczęść, począwszy od wielkiej powodzi z 1997r., ataku na World Trade Center, przez wspomnianą śmierć 'naszego' papieża, który był nim dla nas 'od zawsze' i katastrofę prezydenckiego samolotu, atak na szkołę w Biesłanie i teatr na Dubrowce, wielkie tsunami z 2004 r., ataki na pociąg w Madrycie, na metro w Londynie, Breivika i - ostatnio - australijskiego szaleńca mordującego w meczetach w Nowej Zelandii. Z krajowego podwórka dorzuciłabym jeszcze powtarzające się katastrofy górnicze i związaną z nimi żałobę narodową czy zawalenie się dachu hali MTK.
     Nie ma jednego zdarzenia jednoznacznie dobrego, które mogłoby stanowić jakąkolwiek przeciwwagę dla powyższych tragedii. Wejście Polski do Unii Europejskiej czy powołanie Tuska na 'prezydenta Europy' raczej dzieli, niźli łączy, znajdując tyluż zwolenników, co przeciwników...

Najwyraźniej lepiej już było.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz