Konkretnie, beton umysłowy.
Potwór poprosił mnie dziś o ściągnięcie filmu o protestantyzmie
autorstwa niejakiego G. Brauna. Kto troszkę siedzi w polityce wie,
kto zacz, kto nie, odsyłam na YouTube, ale ostrzegam, długo nie da
się słuchać.
Odmówiłam. Co prawda, przedmiotem tego tworu jest, ściśle rzecz
biorąc, luteranizm, który akurat z ruchów prostestanckich pociąga
mnie najmniej albo wcale, bo koncept, że 'Pan Bóg ci sprzyja to
masz kasę' wydaje się być, mówiąc łagodnie, chybiony, ale
nadal, zbyt cenię sobie ideę ekumenizmu, by przykładać rękę do
wzajemnego opluwania się kościołów chrześcijańskich w tych
czasach, gdzie nasza religia jest tak brutalnie rugowana i
atakowana... No, ale potwora nie przekonasz, ona mądrzejsza od
papieża, encyklopedii, wykładowców akademickich... Ostatnio mi
oświadczyła, że socjologia to nie nauka.
Mam przynajmniej tę małą satysfakcję, że nie za bardzo za tę
odmowę (jak można odmówić matce?!) może się na mnie obrazić,
bo jest chora i skaczę koło niej , a to obiad, a to herbatka, a to
chusteczki po niej wyrzuć, bo sama nie wpadnie na to... Wczoraj jej
powiedziałam, że w jej pokoju - dawniej moim - to brakuje już
tylko szczurów, i że trzeba to po męsku posprzątać (czyli, że
ja :D ), bo tak się zaczyna choroba zbieractwa, a ona mi na to, że
w PRL-u mało co było, to się przyzwyczaiła tak myszkować.
Tylko, że ten ustrój upadł 30 lat temu.
No kurwa, beton.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz