Od jakiegoś czasu obserwuję ten trend na Twitterze, ale nie można wykluczyć, że zatacza on szersze kręgi.
Mianowicie, nastolatki i młode kobiety wybrały na narzędzie walki z kompleksami wmawianie sobie, że są piękne, że niedoskonałości są piękne, że naturalność zawsze na propsie, itp. Przy czym połowa, jak nie więcej, serio jest ładna albo daje pierdylion filtrów na swoje fotki publikowane w sieci, ale mniejsza.
No kurde, nie. Jak masz krzywy ryj to masz krzywy ryj i wmawianie sobie i innym, że jesteś Miss Universum nie podziała jak operacja plastyczna, autosugestia niestety nie wydłuży nóg ani nie zmniejszy boczków, a także nie zmieni kanonów piękna, ale nie o to chodzi. Jak byłam dzieciakiem i nastolatką, to brzydkich pocieszało się mówiąc, że liczy się wnętrze. O ile nie zmienia to faktu, że urodziwi mają lepsze życie, łatwiej znajdują pracę, partnera i mają lepszą samoocenę, o tyle miało to chociaż ten walor, że skłaniało ludzi do rozwijania i doceniania w sobie wartości duchowych, fajnych cech charakteru itp. A teraz nieee, co tam takie głupstwa, liczy się kult ciała i jak nie jesteś modelem albo chociaż nie będziesz próbować wmawiać sobie zewnętrznego piękna to weź lepiej wyjdź od razu. Meh.
Jakby nie można było po prostu patrzeć na siebie realistycznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz